utworzone przez Agata | cze 28, 2017 | Bez kategorii
[columns count=”3″]
[column size=”2″]
[header size=”2″]Sherlock czy Watson? Czyli o sztucznej inteligencji w zestawieniu z ludzką.[/header]

Rozmawiają:
- Marta Pichlak-Miarka, Managing Director Annalect/ Grupa OMD, trener DIMAQ
- Tadeusz Żórawski, Managing Director PhD Poland/Grupa OMD
MARTA: Miałam okazję poznać Watsona – nie doktora, ale system IBM Watson, który zasłynął tym, że kilka lat temu wygrał w teleturnieju „Jeopardy” (po polsku: VaBanque). Watson pokonał dwóch najlepszych w historii zawodników amerykańskiej edycji teleturnieju, odpowiadając na pytania wymagające wiedzy iście encyklopedycznej. Watson „pochłonął” wszystkie podręczniki i inne źródła wiedzy, a w teleturnieju rozpoznawał pytania i udzielał odpowiedzi ludzkim głosem.
Artificial Intelligence Hackathon, w którym wzięłam udział, polegał na zaprojektowaniu i zaprogramowaniu botów z użyciem technologii IBM Watson dla wybranych marek. Zespół, z którym pracowałam, programował interakcje dla sieci kawiarni. Nasz bot miał się nauczyć rozpoznawać emocje klientów, aby w adekwatny sposób zarządzić np. sytuacją kryzysową.
Przez jeden dzień zdążyliśmy nauczyć Watsona odpowiadać tylko na niewielką liczbę pytań, a rozpoznawanie emocji nie zawsze kończyło się pełnym sukcesem. Watson często artykułował: „I understand that you are angry” (Rozumiem, że jesteś wściekła/wściekły), co jak łatwo sobie wyobrazić mogło jeszcze bardziej rozzłościć klienta. Zastanawiam się, czy to wszystko nie jest jednak przerostem formy nad treścią i czy jest sens wykorzystywać do tego typu zadań sztuczną inteligencję. Przecież każdy zwykły pracownik jest w stanie prawdopodobnie nawet lepiej i w bardziej uniwersalny sposób poradzić sobie z zadaniem interakcji z niezadowolonym klientem.
TADEUSZ: Słucham Twojej opowieści z ogromnym zainteresowaniem, bo nie każdy i nie zawsze ma możliwość pracować z tak zaawansowanym systemem sztucznej inteligencji – choć wiele z nas ma z nią do czynienia codziennie, tyle że nie jesteśmy tego świadomi. Nawiązując do tego, o czym mówisz – czy rzeczywiście każdy pracownik poradziłby sobie w tej sytuacji i wykazał się odpowiednią cierpliwością, empatią i skutecznym podejściem do klienta? On też ma swoje emocje i zaatakowany nie zawsze będzie w stanie powstrzymać nerwy na wodzy. Natomiast Watson zapunktował u mnie próbą rozpoznania ludzkich emocji.
MARTA: Wierzę w algorytmizację procesów i zaawansowaną analitykę danych niestrukturalnych w tym także automatyczną detekcję emocji. Jest wiele badań, które pokazują silną korelację pomiędzy doborem słów a typem osobowości, nacechowaniem emocjonalnym naszych wypowiedzi a postawą życiową. Badania pokazują, że różnimy się bardzo pod względem częstotliwości używania poszczególnych słów w mediach społecznościowych, blogach czy tweetach i w związku z tym mogą one być predykatorem naszych zachowań, np.Fast and Funder (2008), Gill et al. (2009), Golbeck et al. (2011), Hirsh and Peterson (2009), Yarkoni (2010). To właśnie te badania są podstawą technologii IBM Watson i aplikacji Tone Analyzer, która potrafi wykryć emocje takie jak złość, obrzydzenie, strach, radość, smutek, przypisać styl do naszej wypowiedzi, a także określić typ osobowości nadawcy według klasyfikacji OCEAN (Openness/Conscientiousness/Extraversion/Agreeableness/Neuroticism)
TADEUSZ: Okazuje się zresztą, że nie tylko Watson, ale i inne systemy są już w stanie rozpoznać ludzkie emocje trafniej niż niejeden człowiek. W jednym z systemów badawczych możemy analizować wpływ reklamy na emocje sekunda po sekundzie na podstawie analiz ruchu mięśni twarzy. Na ekranie komputera, tabletu czy smartfona możemy wyświetlać wideo, a w tym czasie kamerka wbudowana w ten sprzęt – oczywiście zawsze za naszą zgodą, ten system nie szpieguje ludzi – rejestruje wyraz naszej twarzy i przekazuje informacje do narzędzia, które jest w stanie precyzyjnie określić, jakie emocje i w jakim natężeniu towarzyszą nam podczas oglądania filmu czy reklamy – a zatem też, jaka będzie nasza reakcja emocjonalna. Wiemy, że to emocje wywołują u ludzi decyzje, w tym decyzje zakupowe, dlatego dla naszej branży to znakomite narzędzie predykcyjne.
MARTA: Przeanalizowaliśmy niedawno wypowiedzi internautów na temat świątecznego spotu TV firmy Allegro. Wiedzieliśmy, że reklama ta budzi wiele pozytywnych emocji, ale chcieliśmy skwantyfikować to zjawisko wchodząc możliwie jak najgłębiej w charakter i nasycenie sentymentu wokół popularnej reklamy.
Okazało się, że aż 90% wypowiedzi na temat reklamy Allegro stanowiły komentarze wyrażające pozytywne uczucia, takie jak zachwyt, wzruszenie i radość. Co więcej, zanotowano aż 67% wypowiedzi silnie nacechowanych emocjonalnie. Dlaczego tak ważne jest, aby w analizie sentymentu badać także poziom nacechowania emocjonalnego. Czym innym bowiem jest ocena: „podoba mi się”, a czym innym wypowiedź, w której ktoś mówi „kiedy oglądam tę reklamę mam taaaki uśmiech na twarzy.”
To tego typu analiz wykorzystujemy różne narzędzia, które automatyzują naszą pracę, ale najlepsze rezultaty osiągamy wtedy, kiedy do narzędzi dołączamy czynnik ludzki. Wchodząc w interakcję z botami konsumenci będą oczekiwać natychmiastowej i adekwatnej reakcji i wówczas nie będziemy mogli się pomylić w ocenie ich stanu emocjonalnego.

TADEUSZ: Jeśli teraz Watson czy podobny system będzie w stanie to trafnie rozpoznać i w czasie rzeczywistym wejść z nami w interakcję, to otwiera to możliwości znacznie precyzyjniejszego oddziaływania na konsumenta. Nawet w przytoczonym przez Ciebie wcześniej przykładzie – inaczej podejdziemy do propozycji (choćby napicia się kawy), jeśli jesteśmy zrelaksowani, a inaczej, kiedy jesteśmy zestresowani. To, co wykonał Watson, było próbą dopasowania się do stanu emocjonalnego odbiorcy, a to już bardzo dużo. Pamiętam powiedzenie, że człowieka można zabrać w każdą podróż tylko z tego przystanku, na którym się obecnie znajduje…Watson od momentu wygranej w teleturnieju „Jeopardy”, co już samo w sobie było spektakularnym sukcesem, czyli od 2011 roku, ciągle jest rozwijany. Dwa lata później Watson doszedł do 90% precyzji trafności diagnoz w leczeniu chorób nowotworowych (raka płuc). Zestawiano to z trafnością diagnoz lekarzy, którą wtedy szacowano na 50%. Zatem z dużym prawdopodobieństwem osoba wyposażona w „końcówkę” Watsona byłaby w stanie działając np. na terenach słabo cywilizowanych, stawiać diagnozy nie gorsze, niż wykwalifikowany lekarz.
Inny przykład to turystyka. W powiązaniu z Watsonem rozwinięty został serwis turystyczny Wayblazer, który w spersonalizowany sposób jest w stanie polecić atrakcje turystyczne dopasowane do konkretnej osoby, rodziny, grupy osób. W serwisie można zadać pytania w rodzaju – „Planuję wieczór kawalerski z dobrym winem z dala od miasta” albo „Dokąd moja rodzina może pojechać na nurkowanie i wspinaczkę?”. Serwis wskaże takie miejsca na świecie, przy czym może współpracować z branżą turystyczną, z hotelami po to, aby ułatwić im praktyczne zastosowanie sztucznej inteligencji. Czy to reklama? I tak, i nie. „Ludzie nienawidzą, gdy im się coś sprzedaje, ale uwielbiają kupować” – mówił Jeffrey Gitomer, trener sprzedawców. W tym kierunku idzie nowoczesny marketing – od perswazji sprzedażowej do pomocy w zakupie.
MARTA: Niektórzy uczestniczy warsztatów zwracali uwagę na fakt, że konsumenci szybko zorientują się, że jeśli ton ich wypowiedzi będzie negatywny sprawie zostanie nadany wyższy priorytet i zostaną przekierowani do prawdziwej osoby w dziale customer service.
Pojawiały się również głosy, że interakcje z prawdziwym człowiekiem są nadal kluczowym parametrem w równaniu, którego wynik zapewnia wysoki poziom zadowolenia klienta. Tymczasem mamy już przykłady botów, które nie tylko potrafią odpowiedzieć na zadawane im pytania, ale wyglądają jak prawdziwe osoby. Firma Soul Machines, którą założył profesor Mark Sagar znany z cyfrowych animacji, m.in. w takich filmach jak „Avatar” czy „King Kong” stworzyła wirtualnego bota z głosem Cate Blanchett i ludzką twarzą potrafiącą wyrażać emocje i odczytywać emocje rozmówcy. Nadia, bo tak ma na imię wirtualna asystentka, pracuje dla australijskiego rządu i udziela informacji na temat udogodnień dla osób niepełnosprawnych. Znany astrofizyk Stephen Hawking powiedział kiedyś, że kontynuacja „zaawansowanych badań nad sztuczną inteligencją będzie najlepszą lub najgorszą rzeczą, jaka przydarzy się ludzkości w całej jej historii”. Czy powinniśmy obawiać się sztucznej inteligencji?

https://www.youtube.com/watch?v=Eq_0KeV4fFA&app=desktop
TADEUSZ: Są osoby, które boją się, że sztuczna inteligencja spowoduje, że zwyczajnie stracą pracę. Istotnie, w niektórych profesjach może się zdarzyć, że ludzie nie będą już potrzebni – ale będą potrzebni w innych miejscach. To trochę tak, jakby ludzie, którzy w dawnych czasach ciągnęli wozy, teraz narzekali na wynalezienie samochodów.
Pewne stanowiska, profesje, mogą zniknąć. Tak jak wraz z komputeryzacją w dziale księgowości nie są już potrzebni ludzie umiejący liczyć na liczydłach (młodsze pokolenie nie pamięta już zresztą, co to są liczydła), ale nadal potrzebne są osoby w dziale księgowości. Mimo że faktury możemy już wprowadzać do systemu znacznie łatwiej niż wcześniej, to nie spada zapotrzebowanie na księgowych.
Natomiast człowiek zawsze będzie potrzebny do zaprogramowania sztucznej inteligencji. Mało tego, to zawsze sztuczna inteligencja będzie na jego usługi, a nie odwrotnie. Przykładowo: jakiś czas temu na konferencji słyszałem, jak ktoś ze sceny podawał przykład prawników amerykańskich, którzy kiedyś gromadzili materiały przez dwa tygodnie, a teraz mogą ten sam materiał znaleźć w archiwach online w dwa dni. Mówca sugerował, że w związku z tym może być potrzeba mniejszej liczby prawników. Tyle że w każdej sprawie sądowej występują dwie strony: obrońca i prokurator. Obie strony mają dwa tygodnie na przygotowanie się i w ciągu tego czasu po prostu zdążą przeanalizować kilkakrotnie więcej wariantów obrony i ataku – zatem potrzeba nadal będzie taka sama, jedynie poziom walki sądowej prawdopodobnie się podwyższy. To z kolei będzie oznaczało zaostrzenie konkurencji, a wtedy potrzeba będzie więcej systemów, coraz lepiej dopasowanych do określonych sytuacji dzięki sztucznej inteligencji, by trafniej dobierać argumentacje, linie ataku i obrony. Kto widział film „Ława przysięgłych” lub inne filmy o amerykańskim sądownictwie, ten wie, jak bardzo zaawansowane są tam metody wywierania wpływu na sąd i przysięgłych.
Nawet jeśli systemy sztucznej inteligencji będą się uczyć coraz bardziej samodzielnie, to i tak trzeba im będzie pokazywać, czego mogą uczyć się dalej. Rozwój w tym zakresie jest nieograniczony.
MARTA: Spójrzmy zatem bardzo pragmatycznie na tu i teraz. Mamy obecnie wysyp chat botów w facebookowym Messengerze. Eksperci twierdzą, ze 2017 będzie rokiem sztucznej inteligencji, coraz silniejszego przechodzenia na interfejsy konwersacyjne np. sterowane głosem. Odkąd Facebook otworzył aplikację dla deweloperów AI, w kwietniu ubiegłego roku powstało ponad 30 tysięcy botów, ale success rate czyli adekwatność odpowiedzi do potrzeb konsumentów wynosi jedynie 30% (dane Facebooka). Wiele istniejących na rynku i testowanych przeze mnie czat botów to aplikacje z bardzo prostymi regułami, które ze sztuczną inteligencją mają niewiele wspólnego. Są to po prostu nowe interfejsy, które muszą zaoferować coś więcej, niż zwykła strona www, aplikacja czy facebookowy feed. Muszą wprowadzić jakiś element rozrywki, interaktywności lub być bardziej użyteczne i na przykład oszczędzać czas, który spędzilibyśmy przekopując się przez stronę www producenta czy usługodawcy. W przeciwnym razie po co się w to w ogóle bawić? Myślę, że dobrym przykładem może być czat bot Multikina, w którym obejrzymy zwiastun filmu i zarezerwujemy bilet, ale już np. czat bot od „The Guardian” nie wnosi żadnej wartości dodanej i zaskakuje niskim poziomem personalizacji. Największym wyzwaniem, przed jakim stanęliśmy podczas warsztatów AI Hackathon, było to, jak zaprojektować use case dla naszego bota, aby faktycznie był on aplikacją do konwersacji a nie tylko interfejsem opartym na kilku regułach.
Przykłady botów z Polski i ze świata:
1. Instalocate to osobisty asystent podróży. Z jego pomocą sprawdzimy informacje na temat lotu, złożymy skargę do linii lotniczej oraz zamówimy taksówkę lub Ubera.
2. KLM – bot umożliwia pobranie dokumentów podroży za pośrednictwem Messengera oraz poinformuje o statusie lotu.
3. VisaBot pomaga w wypełnieniu wniosku o wizę do Stanów Zjednoczonych.
4.Multikino – automat ma pomagać kinomanom w wyborze najlepszego dla nich repertuaru, a także pośredniczyć w zarezerwowaniu i kupnie biletów na konkretne seanse.
5. 1-800 flowers.com – aplikacja przeprowadzi nas przez proces zamówienia, od wyboru bukietu po płatność i dostawę.

5. ChatShopper– Emma, asystentka zakupów podpowiada popularne produkty w danej kategorii. Do aplikacji można wgrać zdjęcie ubrania, którego szukamy, a system znajdzie obraz i zaproponuje podobne przedmioty.

6. Dunkin Donuts– czatbot odpowiada na pytania dotyczące produktów oraz podpowie najbliższą restaurację

7. Swelly – aplikacja, która pozwala internautom w podjęciu decyzji poprzez mechanizm głosowania. Tworzymy minitest ( A/B) prosząc znajomych lub profesjonalistów o pomoc w wyborze jednej z opcji.

O autorach:
Marta Pichlak-Miarka
Managing Director Annalect/ Grupa OMD, trener DIMAQ
Od 13 lat jest związana z domem mediowym OMD. Od stycznia 2017 roku zarządza niedawno utworzonym w ramach grupy OMG oddziałem międzynarodowej firmy Annalect. Odpowiada za rozwój technologii i innowacje, analitykę danych oraz badania konsumenckie. W latach 2011-2014 była związana z SAS Institute-czołowym dostawcą usług analitycznych i business intelligence na świecie.
Marta jest Trenerem DIMAQ oraz wykładowcą akademickim, prowadziła szkolenia w ramach OMD School oraz w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Prelegentka konferencji branżowych w Polsce i zagranicą, m.in. The Future of TV, Videowars by Screenlovers, SAS Forum, E-shop. Więcej na temat AI Retail Hackathon, w którym uczestniczyła Marta, przeczytacie tutaj
Tadeusz Żórawski
Managing Director PhD Poland/Grupa OMD
Ekspert w dziedzinie komunikacji marketingowej, planowania mediów, zaawansowanych badań postaw konsumenckich i analiz reakcji konsumentów na nowe technologie. W czasie swojej pracy kreował i nadzorował przygotowanie strategii komunikacji wprowadzania i rozwoju wielu marek z różnych kategorii produktowych, m.in. dla marek firm takich jak Nestlé, General Motors, Polkomtel, Gillette, Coca-Cola, Onet.pl, Goodyear Group Poland, GlaxoSmithKline, Boots Healthcare, Polpharma, Boehringer Ingelheim, PLL LOT, allegro.pl, PKO Bank Polski, Bakoma, Jutrzenka Colian. Aktywnie wprowadzał do oferty firmy zaawansowane badania konsumenta, m.in. badania neuromarketingowe, wykorzystujące metodę czasów reakcji, eyetracking i zaawansowane modelowanie ekonometryczne. Wielokrotny prelegent konferencji branżowych poświęconych nowym trendom w marketingu w Polsce i z granicą (w Grecji, Turcji, Indiach). Zdobywca nagrody Leadership Award for Contribution to Market Research, wręczonej podczas kongresu World Marketing Congress 2014 w Indiach. Współpracował w charakterze wykładowcy z instytucjami zajmującymi się szkoleniami kadry menedżerskiej, zarządczej i marketingowej, m.in. ICAN – instytutu założonego przez wydawcę Harvard Business Review Poland, Szkoły Mistrzów Reklamy przy Akademii Leona Koźmińskiego, wiodącej firmie szkoleniowej House of Skills.
[/column]
[column size=”1″]
[header size=”3″]Chcesz napisać artykuł?[/header]
Ty też możesz napisać artykuł i zdobyć 20 punktów recertyfikacyjnych!
Społeczność DIMAQ to grono najlepszych ekspertów digital marketingu. Tworzycie unikalną sieć eksperckich kontaktów. Chcemy umożliwić Wam dzielenie się wiedzą i doświadczenia w tym ekskluzywnym gronie. Dlatego w każdym newsletterze DIMAQ publikujemy artykuł ekspercki napisany przez jednego z Was, który w pierwszej kolejności udostępniamy także tylko Wam.
Dlaczego warto?
Artykuł ekspercki DIMAQ daje Ci nie tylko nie tylko możliwość podzielenia się wiedzą czy nawiązania nowych kontaktów, jest także okazją do zebrania aż 20 punktów recertyfikacyjnych.
Pamiętaj – artykuł będzie Twoją własnością, ale pierwszeństwo publikacji przekazujesz nam. Dzięki temu posiadacze certyfikatów DIMAQ zyskają ekskluzywny dostęp do bazy wiedzy.
Chcesz podzielić się swoją wiedzą i napisać artykuł?
Pobierz BRIEF lub skontaktuj się z Agatą, która przedstawi Ci szczegóły: a.goluchowska@iab.org.pl
[/column]
[/columns]
utworzone przez Agata | maj 8, 2017 | Bez kategorii
27 kwietnia br. w Warszawie podpisane zostało porozumienie między Wyższą Szkołą Informatyki i Zarządzania a Związkiem Pracodawców Branży Internetowej Interactive Advertising Bureau Polska. Porozumienie dotyczy współpracy w dwóch obszarach certyfikacji DIMAQ i partnerstwa strategicznego kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna.
W Warszawie WSIiZ reprezentował Dziekan Wydziału Administracji i Nauk Społecznych, prof. nadzw. dr hab. Sławomir Gawroński oraz Pełnomocnik Dziekana ds. kierunku Grafika komputerowa i produkcja multimedialna, mgr Łukasz Bis. Ze strony IAB Polska porozumienie podpisali Prezes Zarządu, Włodzimierz Schmidt oraz Członek Zarządu, Robert Wielgo.
Początek tej wyjątkowej współpracy jest dla WSIiZ kolejnym z wielu działań, które mają na celu podnoszenie jakości kształcenia. Umożliwi ona studentom korzystanie z niezbędnych i ważnych dla pracodawców warsztatów, które zwiększają szanse młodych ludzi na rynku pracy.
Dzięki zwartemu porozumieniu, od października 2017 r. uruchomiona zostanie międzykierunkowa, otwarta dla wszystkich studentów Uczelni specjalność dodatkowa „Digital marketing”. W ramach nauki studenci będą mogli przygotować się do egzaminu na certyfikat kwalifikacji zawodowych DIMAQ, czyli Digital Marketing Qualification. Jest to program certyfikacji kompetencji e-marketingowych, potwierdzający kwalifikacje pracowników rynku usług marketingu internetowego.
– To niepowtarzalna okazja zdobycia kompetencji, które nie tylko zostały opracowane przez specjalistów, ale przede wszystkim uznawane są przez pracodawców jako niezbędne na rynku usług e-marketingowych. Dzięki współpracy z IAB Polska nasi studenci będą mogli zdobyć tę wiedzę jeszcze w trakcie studiów pod okiem ekspertów, za rozsądne pieniądze. Samodzielne przygotowanie się do egzaminu jest dużo trudniejsze i droższe.
– tłumaczy Łukasz Bis z WFIiZ.
Certyfikat DIMAQ jest uznanym i rozpoznawalnym w branży marketingu i nowych mediów dokumentem. Dzięki współpracy WSIiZ i IAB Polska absolwenci specjalności „Digital Marketing” będą mogli przystąpić do egzaminu DIMAQ na preferencyjnych warunkach. Zajęcia realizowane w ramach specjalności będą certyfikowane przez IAB Polska, co dodatkowo gwarantuje ich wysoki poziom merytoryczny.
Porozumienie z IAB Polska, poza certyfikatem DIMAQ, obejmuje również partnerstwo strategiczne dla kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Co to oznacza w praktyce dla studentów?
Najprościej rzecz ujmując, partnerstwo oznacza, że przedstawiciele IAB Polska będą opiniować program studiów kierunku, pomagając nam w jak najlepszym dostosowaniu zajęć do potrzeb rynku pracy. To dla nas bardzo ważne, choć studenci mogą jeszcze nie zdawać sobie sprawy z tego, jak dużą rolę w ich kształceniu odgrywają opinie i wskazówki firm i instytucji reprezentujących rynek pracy.
– wyjaśnia Prodziekan ds. kierunków Dziennikarstwo i komunikacja społeczna oraz Media cyfrowe i komunikacja wizerunkowa, dr Iwona Leonowicz-Bukała
Współpraca ze Związkiem Pracodawców Branży Internetowej wpisuje się w dotychczasowe, intensywne działania Wydziału Administracji i Nauk Społecznych, które mają na celu poszerzanie palety możliwości edukacyjnych oferowanych studentom wybierającym WSIiZ.
WSIiZ jest jedyna Uczelnią na Podkarpaciu kształcącą aż na trzech kierunkach, związanych z nowymi mediami. Są to Dziennikarstwo i komunikacja społeczna, Grafika komputerowa i produkcja multimedialna oraz Media cyfrowe i komunikacja wizerunkowa.
utworzone przez Agata | kwi 18, 2017 | Bez kategorii
[columns count=”3″]
[column size=”2″]
[header size=”2″]Wirtualna rzeczywistość (VR) – ekskluzywna rozrywka czy skuteczne narzędzie marketingowe [/header]
Autor: Bartłomiej Popławski, trener DIMAQ
Wirtualna rzeczywistość stała się ostatnio modnym tematem. Wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze gorętszym.
Popularność zawdzięcza w dużej mierze Google cardboard, który wykorzystał znany od ponad 150 lat mechanizm fotoplastykonu. Sama wirtualna rzeczywistość również ma już swoją historię. Informacje o pierwszych wirtualnych hełmach pojawiły się w połowie lat 90. ubiegło stulecia. Musiało jednak minąć sporo czasu, by stały się bardziej przyjazne użytkownikowi, a technologia mogła zagwarantować zaskakującą intensywność doznań.
Wirtualna rzeczywistość może być spektakularna, zwłaszcza gdy spełnia trzy podstawowe założenia.
Pierwsze to stawianie użytkownika w centrum wydarzeń, w centrum projektowanej rzeczywistości. Drugie – sprawianie, że to, co dotychczas było nierealne, staje się realne, na przykład zobaczenie na własne oczy miejsc, do których dostęp mają zaledwie nieliczni, np. stacji kosmicznej czy górskich szczytów. W końcu rzecz najważniejsza – nadawanie odpowiedniej perspektywy narracji. Plan filmowy o kącie 360˚ daje szereg nowych możliwości. Tworząc treść trzeba pamiętać o ograniczeniach ludzkiej percepcji i kącie widzenia, ale może to być również szansą na stworzenie wielowątkowego planu, na którym to widz zdecyduje, na czym chce się skupić. Te założenie sprzyjają kreowaniu ciekawych treści – wciągającej historii i atrakcyjnej rzeczywistości. Nadal jednak nie gwarantują sukcesu, którym jest masowy zasięg.
O wirtualnej rzeczywistości nadal wie stosunkowo niewiele osób. Jeszcze mniej miało okazję jej doświadczyć.
Branża marketingowo-reklamowa może być dobrym inkubatorem dla tej technologii. Aby tak się stało, za wirtualną rzeczywistością musi stać mocny benefit. Najlepiej liczbowy w postaci ROI, który spowoduje jej upowszechnienie. W przypadku VR jest to dość skomplikowane, głównie ze względu na mnogość zainteresowanych stron i potencjalnych beneficjentów. I tak oprócz użytkowników mamy dostawców lub twórców treści, którymi mogą być zarówno użytkownicy, marki, jak i wydawcy. Nie mówimy już tylko o stacjach TV i producentach, ale także o dostawcach i właścicielach rozwiązań OTT (np. Netflix). Kolejni potencjalni beneficjenci to producenci urządzeń i infrastruktury. Wraz z rozwojem technologii do producentów kamer i urządzeń do odtwarzania dołączą także twórcy interfejsu i kontrolerzy umożliwiający poruszanie się w VR.
Kierunek, w którym będzie ewoluował wirtualny świat zależy od skali zainteresowania konsumentów oraz od modelu biznesowego, który się upowszechni.
Bodziec do rozwoju może dać choćby producent kamer, który umożliwi wejście technologii pod strzechy, ale może to też być stacja telewizyjna szukająca sposobu na wyróżnienie się na tle konkurencji. Ktoś musi zacząć pierwszy i odważnie zainwestować w budowanie potrzeby oraz świadomości, technologię i tworzenie treści. Inaczej VR pozostanie w niszy, gdzieś pomiędzy grami wideo a technologiczną ciekawostką.
Masowo upowszechniony VR ma dużą szansę zostać istotnym kanałem marketingowo-reklamowym.
Już teraz, w obecnym stanie rozwoju, marketerzy mogą po niego sięgać. Jednak należy pamiętać, że to nadal tylko narzędzie. By je dobrze wykorzystać, trzeba najpierw jasno zdefiniować cel marketingowy i komunikacyjny, a następnie zweryfikować, czy z użyciem VR jesteśmy w stanie go zrealizować.
Niewątpliwą zaletą wirtualnej rzeczywistości jest fakt, że sprawdza się w realizacji większości celów lejka marketingowego. Doskonałym przykładem wykorzystania jej w celu budowania świadomości jest kampania promująca Irlandię. VR może również mieć istotny wpływ na sprzedaż. Wyobrażam sobie, że mógłbym szybciej podjąć decyzję o wyborze sprzętu narciarskiego jeżeli miałbym wcześniej możliwość obejrzenia emocjonującego video VR, dzięki któremu przeniósłbym się pomiędzy ośnieżone, słoneczne szczyty Alp i razem z grupą off-pistowców zjeżdżał w śnieżnym puchu.
Narzuca się pytanie o segmenty rynku, które najlepiej mogą wykorzystać
VR. Opierając się na wcześniejszych trzech założeniach – widz w centrum, udostępnianie niedostępnego i właściwa narracja, myślę, że prawie każda. Przy czym jest kilka branż, dla których wykorzystanie VR jest bardziej oczywiste. Z całą pewnością to segment rozrywki, choć pewną barierą może być indywidualny sposób konsumpcji treści (koncepcja awatarów to raczej pieśń przyszłości). To także branża turystyczna, odzieżowa, motoryzacyjna (np. Audi). Wymieniać można byłoby długo. Są też branże, dla których VR może być prawdziwym „game changer” – choćby deweloperzy i rynek nieruchomości – wyobraźmy sobie, że możliwe jest obejrzenie pięciu mieszkań w ciągu godzinnej wizyty u pośrednika. To także pole do popisu dla branży trenersko – szkoleniowej. Potencjał VR może być wykorzystany w warsztatach specjalistycznych i technicznych (takie zrobiło BP dla pracowników platform wiertniczych), a przy zastosowaniu dobrego interfejsu AI, również w całej gamie treningów umiejętności miękkich.
W wirtualnej rzeczywistości drzemie duży potencjał. W tym momencie jest to rozwiązanie niszowe, ale starania Google, Facebooka i dalekowschodnich gigantów (Baidu Xiaomi) mogą istotnie przyspieszyć jej popularyzację. Zanim wirtualna rzeczywistość umasowi się, pozostaje nam – marketingowi i reklamie, planowanie sprytnych sposobów budowania relacji z konsumentami, pamiętając, że za każdym razem trzeba dać technologię do ręki i udzielić instrukcji obsługi.
Materiały wideo:
Źródła:
O autorze:
Bartłomiej Popławski, certyfikowany trener DIMAQ, Digital Manager CEE, GSK Consumer Healthcare
Karierę rozpoczął w Starcom w 2004. Współtwórca agencji digitalowej Next. Od 2012 odpowiedzialny za strategię digitalową dla GSK w regonie CEE. Laureat konkursów branżowych, m.in. Media Trendy i Impactor. Absolwent socjologii (UW) i podyplomowych studiów Marketing Interaktywny (SGH).
[/column]
[column size=”1″]
[header size=”3″]Chcesz napisać artykuł?[/header]
Ty też możesz napisać artykuł i zdobyć 20 punktów recertyfikacyjnych!
Społeczność DIMAQ to grono najlepszych ekspertów digital marketingu. Tworzycie unikalną sieć eksperckich kontaktów. Chcemy umożliwić Wam dzielenie się wiedzą i doświadczenia w tym ekskluzywnym gronie. Dlatego w każdym newsletterze DIMAQ publikujemy artykuł ekspercki napisany przez jednego z Was, który w pierwszej kolejności udostępniamy także tylko Wam.
Dlaczego warto?
Artykuł ekspercki DIMAQ daje Ci nie tylko nie tylko możliwość podzielenia się wiedzą czy nawiązania nowych kontaktów, jest także okazją do zebrania aż 20 punktów recertyfikacyjnych.
Pamiętaj – artykuł będzie Twoją własnością, ale pierwszeństwo publikacji przekazujesz nam. Dzięki temu posiadacze certyfikatów DIMAQ zyskają ekskluzywny dostęp do bazy wiedzy.
Chcesz podzielić się swoją wiedzą i napisać artykuł?
Pobierz BRIEF lub skontaktuj się z Agatą, która przedstawi Ci szczegóły: a.goluchowska@iab.org.pl
[/column]
[/columns]